Medaliony streszczenie - Przy Torze Kolejowym
Zofia Nałkowska — Medaliony
Medaliony streszczenie - Przy Torze Kolejowym
Jest to historia młodej kobiety, która zmarła przy torze kolejowym. Tę jej śmierć widział pewien człowiek, który nie może się pogodzić z tym wydarzeniem. Wspomina, że ludzie wiezieni w zaplombowanych wagonach do obozów zagłady rzadko kiedy odważali uciekać. Obawiali się tego, gdyż ucieczka udawała się rzadko. Oderwanie desek z podłogi było jedynym sposobem na wydostanie się z wagonu. Gdy komuś się to udało należało się przeczołgać przez wąską szczelinę i przepełznąć do miejsca, w którym można było przeżyć. Udało się to kobiecie leżącej przy torach. Była trzecią z tych , którzy wyskoczyli przez otwór w podłodze wagonu. Po niej wyskoczyło jeszcze kilka osób, ale zostali zastrzeleni. Jeden z pocisków ranił kobietę w kolano. O świcie ranna i zmęczona kobieta została znaleziona przy torze kolejowy. Niedaleko niej leżały zwłoki dwóch mężczyzn, z których jeden był jej mężem.
Rankiem od strony cegielni i wsi zaczęli nadchodzić ludzie, lecz nikt nie odważył się podejść do kobiety i jej pomóc, bo groziło to represjami, terrorem i śmiercią. Każdy pospiesznie odchodził i nie zatrzymywał się na dłużej. Pewnego młodego mężczyznę poprosiła, żeby przyniósł jej z apteki weronal, ale jej odmówił. Leżała chwilę z zamkniętymi oczami. Wreszcie popatrzyła na zebranych w pobliżu ludzi. Tego samego mężczyznę poprosiła tym razem o papierosy i wódkę, a on się zgodził. Kobieta chciała po prostu odurzyć się alkoholem, aby nic nie czuć. Wiedziała, że zatrzymała się na granicy życia i śmierci. Po jakimś czasie była pijana i nie zwracała już uwagi na innych. Jakaś staruszka przyniosła jej kubek mleka i chleb, ale odeszła szybko, zobaczywszy nadchodzących policjantów. Inni ludzie także się rozeszli, a pozostał tylko młody mężczyzna, który wyświadczył jej drobną przysługę. Gdy policjanci podeszli bliżej zastanawiali się, co należy zrobić. Uciekinierka poprosiła, aby ją zabili, lecz policjanci nie spełnili jej prośby. Młody mężczyzna cały czas przy niej trwał. Inni ludzie przychodzili i odchodzili, słyszała ich rozmowy, wiedziała, ze nie mogą jej pomóc. Nikt nie pomyślał o wezwaniu lekarza. Chodziło im tylko o to, by umarła. Kobieta po wypiciu kolejnego kubka wódki zasnęła na kilka godzin. Gdy się obudziła wieczorem w pobliżu stali dwaj policjanci i młodzieniec. Ponownie poprosiła, aby odebrali jej życie, choć nie wierzyła, że to zrobią. Policjanci nadal się wahali, a wtedy młody mężczyzna wziął od nich pistolet i zastrzelił kobietę. Ludzie, obserwujący z daleka całe zajście byli zgorszeni, że zabił ja mężczyzna, który okazywał jej największą litość. Po fakcie doszli do wniosku, że jednak należało kogoś do niej wezwać, a nie zabijać ją jak psa. Jej ciało leżało niedaleko torów całą noc. Dopiero następnego dnia sołtys zdecydował, żeby pogrzebać ciała uciekinierów. Mężczyzna, który opowiada historię tej kobiety nadal nie może zrozumieć, dlaczego zabił ją młodzieniec, któremu, który okazał jej najwięcej zainteresowania i któremu najbardziej było tej rannej żal.