Medaliony streszczenie - Kobieta Cmentarna
Zofia Nałkowska — Medaliony
Medaliony streszczenie - Kobieta Cmentarna
Droga na cmentarz prowadzi przez miasto pod murem. Domy, które dawniej pełne były uwięzionych ludzi są teraz puste. Droga na cmentarz z miejsca żywych staje się miejscem umarłych. Z wielu miejsc nadchodzą informacje o zgonach kolejnych osób. Ludzie umierają w różne sposoby (są wywożeni, schwytani na ulicach, giną w obozach, czy na stacjach kolejowych). Śmierć jest wszechobecna i wydaje się, że pochłonęła już wszystkich. Wobec tych tragicznych wydarzeń „rzeczą wstydliwą jest żyć”. Nawet śmierć osobista w kontekście śmierci zbiorowej wydaje się być czymś niewłaściwym. Podziemia kaplic cmentarnych są przepełnione trumnami, które oczekują na swój pogrzeb. Dawny świat przestał istnieć, a rzeczywistość jest nie do wytrzymania. Grupa osób przechadza się kolejny raz aleją cmentarną, w której pochowani są ci, co zmarli śmiercią naturalną. Między grobami idzie kobieta pielęgnująca kwiaty na grobach. Niesie ze sobą miotłę i polewaczkę, którą nawadnia kwiaty. Opowiada o grobach, którymi się zajmuje. Mówi o lepszych i gorszych miejscach na cmentarzu. Kobieta cmentarna „miała usposobienie łagodne i czułe. Przy tym była kompetentna, mogła zawsze służyć radą, a nawet pociechą”. Wspomina młodą kobietę, pochowaną w tym lepszym miejscu cmentarza, gdzie ziemia jest sucha. Mówi, ze jak kiedyś wykopano trumnę, to jej ciało zachowało się w idealnym stanie, nawet biała sukienka, w jakiej ją pochowano była wciąż biała. Jej mąż zaskarżył lekarzy w szpitalu, że nie dopilnowali chorej, która po urodzeniu dziecka wyskoczyła przez okno. To był główny powód ekshumacji jej zwłok. Ciało zabrano na sekcję do szpitala, a potem ponownie pogrzebano. Jak skończyła się sprawa przeciw doktorom nie jest jasne, ale trzy miesiące później mąż tej kobiety powiesił się i pochowali go w tej samej mogile.
Następnie kobieta cmentarna wspomina jak w czasie wojny na cmentarz spadały pociski, które zniszczyły posągi i medaliony. Trumny leżały pootwierane, a groby były zniszczone. Kobieta ze spokojem wyjaśnia, że zmarli tego nie odczuli, bo przecież nie mogli umrzeć po raz drugi. Jej twarz nagle się zmieniła, posmutniała, a głos stał się niepewny i drżący. Kobieta mówi teraz, że w tym miejscu ludzie nie mogą żyć. „Mieszkania mamy wszyscy zaraz koło muru, to u nas wszystko słychać, co się u tamtych dzieje” – mówi kobieta cmentarna. Strzelanie do ludzi, krzyki i płacz to realia nocy. Rozmówczyni żałuje Żydów, ale zauważa, że to nawet lepiej, jak Niemcy ich wyniszczą, bo Żydzi nienawidzą Polaków bardziej niż Niemców. Jest przekonana, że jeśli Niemcy przegrają wojnę, to Żydzi wymordują wszystkich. Mówiono o tym także w radiu.
Kobieta cmentarna ubolewa nad losem ludzi, żyjących za murem, bo dla nich nie ma żadnego ratunku. Tych, którzy próbują się bronić, zabija się na miejscu, innych wywozi się samochodami lub podpala im domy. Matki wyrzucają swoje dzieci z okna na bruk, po czym same też się zabijają. Ze łzami w oczach wspomina także mężczyznę, który namawiał do skoku małego chłopca. Dziecko bało się i nagle obaj wypadli z okna. Żydzi wolą „wyskoczyć, niż za życia spalić się w ogniu”. Zapłakana kobieta nasłuchuje dźwięku kolejnych ciał wypadających przez okna. Po chwili zajmuje się swoją pracą. Jej rzeczywistość straciła swoją realność.