Medaliony streszczenie - Dwojra Zielona
Zofia Nałkowska — Medaliony
Medaliony streszczenie - Dwojra Zielona
Niewysoka kobieta z czarną przepaską na oku stoi przy ladzie. Mężczyzna, który jest z nią żąda dla niej okularów i wyjaśnia od razu, że ta kobieta przez kilka lat ich nie nosiła, bo była w obozie. Zamówione oko okazało się za duże i nie chciało wejść, a po okulary musieli wrócić kolejnego dnia. nazajutrz. Narratorka prosi kobietę o krótką rozmowę i zaprasza do pobliskiej cukierni. Kobieta jednak odmawia, bo nie ma czasu i wracać do mieszkania. Od dwóch dni sprząta i pilnuje mieszkania, w którym ma być żydowskie ambulatorium. Narratorka i jej rozmówczyni idą więc ulicą Pragi i wchodzą do mieszkania, które jest ruderą. Narratorka dopytuje, czy kobieta znalazła swoich bliskich i przyjaciół, którzy mogliby się nią zaopiekować. Dowiaduje się jednak, że jest sama. Mówi także, że znaleźli się ludzie spoza rodziny, którzy zapłacą za jej sztuczne oko i chcą wstawić zęby. Gdy weszły do mieszkania, usiadły naprzeciwko siebie i zaczęły rozmawiać. Kobieta zaczyna od tego, że nie ma zpełnie nikogo, bo jej mąż został zabity w lagrze w 1943 roku na stacji Małaszewicze, znajdującej się osiem kilometrów od Brześcia Litewskiego. Następnie mówi, że choć ma dopiero trzydzieści pięć lat, zdaje sobie sprawę, że wygląda na więcej, bo nie ma oka i zębów. Mając dwanieścia trzy lata wyszła za mąż. Mieszkali wówczas z mężem w Warszawie przy ulicy Stawki. Mąż, Rajszer, był szewcem, a ona robiła w fabryce wełniane rękawiczki. Kobieta ma na imię Dwojra, a nazwisko Zielona zapisali jej po ojcu, gdyż nie miała papierów.
W 1939 roku bomby zniszczyły ich dom w stolicy i stracili wszystko. Wtedy zamieszkali w Janowie Podlaskim. Tam zaczęli nosić żółty trójkąt – palestyński znak, a później opaski. W październiku 1942 roku jej mąż pracował w lagrze Małaszewicze, a mieszkańców Janowa Podlaskiego wysiedlono do Międzyrzeca Podlaskiego, skąd co dwa tygodnie wywożono ludzi koleją do Treblinki. Resztę, która została zamknięto w getcie. Wiele osób zginęło, ale jej udało się przetrwać. Gdy były jakieś akcje zawsze się chowała na strychu. Jednego razu siedziała na tym strychu przez cztery tygodnie, bez jedzenia. Miała ze sobą kilka cebul, kaszę manną i suchą kawę. Nie było wody, więc nie jadła nic gotowanego, ani nic nie piła. Była tak słaba, że myślała, iż umrze.
W grudniu wyszła z ukrycia, bo ruch na ulicy świadczył o tym, ze nie pilnują placówki. Po każdej akcji można było chodzić między drutami. Sprzedała kilka koszul, żeby kupić sobie chleb. Oko straciła w Nowy Rok 1943 roku w wyniku zabawy Niemców, którzy strzelali do ludzi. Tego dnia zabili sześćdziesiąt pięć osób. Ona przeżyła, bo uciekając, wyskoczyła przez okno i została zraniona w oko. Kobieta przyznaje, że bardzo chciała żyć, choć nie miała już rodziny, ani męża. Chciała żyć, żeby móc opowiedzieć wszystkim o tych tragicznych zdarzeniach, o tym jak Niemcy traktowali ludzi. Później zabrano ją do szpitala. Bolały ją nogi i krzyż, miała zranione ucho i wypłynęło jej całe oko. Chciała się zabić. Poszła za swoimi do Majdanka, bo nie miała już zupełnie nic – ani pieniędzy, ani jedzenia, ani nikogo bliskiego. W Majdanku znowu głodowała, bo dawali mało chleba i tylko trochę zupy o dwunastej. Ludzie trochę sobie pomagali, ale niedużo. Co dwa tygodnie miała miejsce selekcja. Wtedy bito ludzi bez powodu (np. raz Kapowa powiedziała, że jedna z nich coś kupuje i za karę wszystkie kobiety zostały zbite). Ucieczka z obozu nie wchodziła w grę. Złapane uciekinierki wieszano na słupie, a reszta musiała na to patrzeć. Innym razem powiesili się dwaj jeńcy – bracia.
Któregoś dnia przyszedł esesman ze Skarżyska-Kamiennej i chętnym do pracy zaproponował produkowanie amunicji w fabryce. Dwojra umiała pracować więc pojechała. Tam nikogo bito, lecz selekcje były częstsze. Za opuszczenie choćby jednego dnia w pracy lub chorobę zabijano. Kobieta nie opuściła żadnego dnia pracy, choć na tym jednym oku robił się jej jęczmień (wrzód). Nie mogła pójść do lekarza, bo było to równoznaczne ze śmiercią, a ona pragnęła żyć. W fabryce wszystkim doskwierał głód. Jedzenie można było kupić od pracujących robotników, pod warunkiem, że miało się za co, a Dwojra nie miała pieniędzy, więc wyrwała sobie złote zęby. Jeden ząb to równowartość osiemdziesięciu lub osiemdziesięciu pięciu złotych. Przez trzynaście miesięcy (bo tyle pracowała w Skarżysku-Kamiennej) wyrywała swoje zęby i miała pieniądze na chleb. Po tym czasie Niemcy przenieśli fabrykę do Częstochowy. 17 stycznia przyszli Sowieci, a 16 Niemcy uciekli. Z piętnastu tysięcy Żydów zostało pięć. Resztę wywieziono do Niemiec. Czekający byli pilnowani przez majstrów. Gdy stali już ustawieni na ulicy, nadeszli Sowieci, na widok których jeńcy cieszyli się, bo to oznaczało, że są wolni. Nie mili jednak siły, żeby krzyczeć z radości.